Gościni: Katarzyna Karpińska, Technology & Product Director, Ringier Axel Springer Tech

„Możesz wszystko, nie ważne skąd jesteś”. Tego potrzebowałam mając naście czy 20 kilka lat. W mojej głowie pokutowały ograniczenia związane z moim pochodzeniem (jestem z bardzo małego miasteczka, z byłego województwa wałbrzyskiego, które w latach 90tych dotknął kryzys związany z przemianami gospodarczymi), ale co ciekawe nie miałam ograniczeń związanych z moją płcią. O tym powiedziały mi później media (śmiech).
A co bym powiedziała sobie samej wtedy mając to doświadczenie, które mam obecnie? „Będzie dobrze, wykorzystuj okazje, nie bój się, idź śmiało przez życie. Zachowaj swoją butność, walcz o swoje, ale przede wszystkim dbaj o siebie”.
Czy IT było od początku Twoim planem na karierę?
To bardzo ciekawa historia. Wszystko zaczęło się w ósmej klasie szkoły podstawowej, kiedy musiałam podjąć decyzję dotyczącą profilu klasy w liceum. Byłam dobra ze wszystkiego, od przedmiotów humanistycznych, języków obcych po przedmioty ścisłe. Pod koniec lat 90tych zapatrzeni byliśmy w starszych kolegów i koleżanki, kusiły kierunki typu politologia czy socjologia, hitem była lingwistyka stosowana, czy psychologia. Zwyciężył jednak zwykły pragmatyzm – języki obce są dodatkowym atutem, a w ręku trzeba mieć fach w przyszłościowej dziedzinie. W związku z tym, zdecydowałam się na profil matematyczno – fizyczny, który otwierał wiele możliwości, od kierunków politechnicznych po ekonomiczne. We wrześniu, rozpoczynając naukę w LO, planowałam, że będę informatykiem. W klasie miałam jednak dwóch kolegów, którzy biegle obsługiwali komputer, posiadali wiedzę odnośnie podstaw programowania i budowania stron www (pamiętajmy, że był to początek lat 2000, Internet raczkował a komputer nie był w każdym domu). I to przez nich nigdy informatykiem nie zostałam (śmiech).
Natomiast lata mojej szkoły średniej to czas dynamicznego rozwoju telefonii komórkowej. Większość z nas marzyła, aby taki telefon posiadać, ale nikt jeszcze się nie spodziewał, że kilka lat później nie tylko będziemy wysyłać SMSy mieszczące się w 160 znakach, ale telefon będzie naszym centrum dowodzenia i rozrywki. W związku z tym, że przez wcześniej wspomnianych kolegów porzuciłam pomysł pozostania informatyczką, wymyśliłam sobie, że zostanę specjalistką od telefonii mobilnej.
Skończyłam studia na kierunku Elektronika i Telekomunikacja ze specjalizacją w telekomunikacji mobilnej. To był czas, kiedy telekomunikacja zaczynała swoją transformację od transmisji głosu, do transmisji danych. Będąc na 5. roku studiów czytałam pierwsze opracowania naukowe dotyczące technologii UMTS (pierwsza technologia mobilna pozwalająca przesyłać dane w efektywny sposób) i było to dla mnie bardzo fascynujące.
W obliczu dynamicznego rozwoju technologii rynek wykazywał ogromne zapotrzebowanie na wykwalifikowanych specjalistów. W tych okolicznościach rozpoczęłam swoją przygodę zawodową w Nokia Siemens Networks, gdzie mogłam wykorzystać wiedzę zdobytą podczas studiów i zaangażować się w projekty związane z telekomunikacją mobilną. Z biegiem czasu jednak okazało się, że mimo zadowolenia moich przełożonych, świetnego zespołu, ja nie do końca czułam się spełniona, bo moim marzeniem, od kiedy zdecydowałam się pójść w kierunku telekomunikacji, była praca u operatora. A marzenia trzeba spełniać! Zaaplikowałam do Ery, na stanowisko inżyniera ds. utrzymania sieci, dostałam się, porzuciłam Wrocław na rzecz Warszawy i zaczęłam swoją kilkunastoletnią fascynująca podróż w świecie telekomunikacji (i korporacji). W tym czasie telekomunikacja rozwinęła się zarówno w kontekście technologii przesyłania danych, jak i sprzętu, który do tego był wykorzystywany. Coraz bliżej jej było do IT i to nie tylko w kontekście sieciowym, czy infrastrukturalnym, ale także w kontekście produkcji oprogramowania i dostarczania usług. Więc to IT samo zaczęło się w moim życiu pojawiać. Kolejnym krokiem było przejście do Comarchu, największej polskiej firmy informatycznej, która wyrosła z rozwiązań dla telekomunikacji. To było moje pierwsze praktyczne spotkanie z produktem cyfrowym wytwarzanym w procesie produkcji oprogramowania i stricte z branżą IT. Zaliczyłam jeszcze w międzyczasie powrót do korzeni, zarządzałam kluczowym obszarem odpowiedzialnym za transmisję danych, ale to już była czysta mieszanka IT i Telco – sami pisaliśmy kod dla platform obsługujących wysyłkę SMSów, czy dla elementów sieciowych odpowiedzialnych za transmisję danych – całkowicie inny świat niż 15 lat wcześniej, gdzie od dużych vendorów kupowaliśmy sprzęt i oprogramowanie. Teraz wystarczyło mieć swoją chmurę obliczeniową (wow, przecież to czyste IT!) i zespół programistów piszących w niskopoziomowych językach.
Cała ta historia pokazuje, że nie zawsze pierwsze wybory determinują, gdzie dotrzemy w trakcie naszej drogi. Mi to IT było chyba jednak pisane (śmiech). Może nie jako umiejętność praktycznego pisania kodu, ale jako umiejętność budowania wartości biznesowej w oparciu o rozwiązania cyfrowe, które z tego kodu powstają z jednoczesną umiejętnością rozumienia warstwy infrastrukturalnej (Data Center, chmura, transmisja danych), która do obsługi tych rozwiązań jest niezbędna.
Czy jest jakiś projekt lub projekty, które szczególnie zapadły Ci w pamięć?
Myślę, że to były nie tyle projekty, co punkty zwrotne w karierze, związane z nazwijmy to „wewnętrznym buntem”, poszukiwaniem tego co mi nie odpowiada. To były chwile, podczas których trochę definiowałam na nowo to, co chcę robić. Na podstawie tego co już miałam za sobą, tego co wiedziałam i świadomości tego, czego nie chce robić – poszukiwałam kolejnych wyzwań.
Jak dotąd realizacja moich założeń przebiega zgodnie z planem, który sama sobie wytyczyłam i konsekwentnie wdrażam w życie. Świadomie zdecydowałam się na studia telekomunikacyjne, wiedząc, że moim celem jest praca u operatora. W dalszym etapie chciałam nieco odejść od ścieżki związanej stricte z telekomunikacją i skierować swoją karierę w stronę IT, co zrealizowałam, dołączając do Comarchu. Mogę zatem powiedzieć, że tym co mnie zmieniało i redefiniowało moją karierę, były moje własne oczekiwania wobec siebie, ale też odwaga w wykorzystywaniu okazji, które na mojej drodze się pojawiały.
Teraz pracuję bezpośrednio z zespołami programistycznymi w ramach zespołów produktowych. Jesteśmy wewnętrznym software house, większość rozwiązań, które posiadamy w organizacji, wyprodukowaliśmy wewnętrznie. To wciąż dla mnie nowe doświadczenie – budować rozwiązania, z których później się samodzielnie korzysta, co więcej, korzystają z nich nasi znajomi, przyjaciele, rodzina i 15mln innych osób w każdym miesiącu. Daje to niesamowitą satysfakcję, a w zespołach dodatkowo buduje poczucie odpowiedzialności tzw. ownership za produkt.
Odpowiadając jednak na to pytanie – tym projektem, było chyba po prostu samo życie.
Czy napotkałaś wyzwania w IT jako kobieta?
Nie raz byłam już pytana o to, czy w życiu zawodowym spotkałam się z nierównym traktowaniem kobiet i mężczyzn i osobiście nigdy mnie to nie dotknęło. Mam przez to w sobie duży opór, aby na siłę wprowadzać parytety. Uważam, że powinny one wynikać z większej podaży kobiet, które chcą rozwijać się w IT. Powinniśmy zachęcać młode dziewczyny do budowania swoich kompetencji w obszarach technologicznych i kiedy dojdziemy do momentu, w którym liczba kobiet i mężczyzn na studiach technicznych się zrówna, to automatycznie na rynku pracy te proporcje się wyrównają. Na moich studiach w grupie ponad 700 osób było tylko kilkanaście dziewczyn. Jeśli już na tych etapach dziewczyn będzie więcej, to analogicznie będzie ich później więcej na rynku pracy.
Na kolejnych etapach rozwoju zawodowego pozostanie nam tylko zadbać o warunki, które pozwolą kobietom rozwijać się z uwzględnieniem naszych naturalnych predyspozycji do posiadania dzieci. I ten etap w mojej karierze w obszarze technologicznym uważam za najtrudniejszy – pogodzenie obowiązków zawodowych, ambicji, z byciem mamą. Jestem przykładem, że się da, ale wymaga to zaangażowania taty nie jako pomocy w obowiązkach, ale równorzędnego partnera. W domu, w wychowywaniu dzieci, partnera, który nie przejmuje opieki wieczorami, ale angażuje się w tym samym stopniu w przypadku chorób, czy po prostu dnia codziennego.
Zaangażowanie naszych partnerów przełoży się na zaufanie naszych pracodawców względem kobiet. Dlatego jako mama dwóch synów, staram się wychowywać ich w taki sposób, aby ich partnerki w przyszłości miały równe szanse na rynku pracy, także dzięki nim. A jako kobieta, liderka IT, staram się być widoczna tak, aby inne kobiety, młode dziewczyny widziały, że to nie jest tylko męski świat. Biorę udział w programach mentoringowych, jestem widoczna na wydarzeniach branżowych, nie tylko tych dla kobiet. Marzę o tym, aby kobiety w IT, nie pojawiały się tylko jako managerki zarządzające, przedstawicielki sprzedaży czy opiekunki klientów, ale aby w gronie CIO (członków zarządów odpowiedzialnych za technologię) było coraz więcej kobiet. Wtedy będę miała poczucie, że świat się zmienił.
Odpowiadając ponownie na to pytanie – osobiście nie spotkałam się z nierównym traktowaniem z powodu bycia kobietą, napotkałam jednak wiele wyzwań po drodze.
Uważam również, że jako kobiety, nie tylko te w IT, musimy wzmacniać swoją pewność siebie, poczucie swojej wartości. W obszarze technologicznym jest to szczególnie widoczne, nasi koledzy mówią z pewnością o swoich sukcesach, mocnych stronach, doświadczeniu, a my ciągle uważamy, że nie jesteśmy wystarczająco dobre. I czekamy, aż ktoś nas dostrzeże. Aby zostać dostrzeżoną, trzeba dać się dostrzec. Aby zarabiać więcej, trzeba wierzyć w siebie i twardo negocjować. Jeśli tego się nauczymy, to coraz trudniej będzie mówić o nierównościach w traktowaniu kobiet i mężczyzn. Traktujmy siebie tak, jak traktują siebie mężczyźni.
Co poradziłabyś kobietom, które chcą rozpocząć karierę w IT albo zmienić swoją drogę zawodową?
Wrócę znowu do tego, o czym mówiłam na początku. IT jest bardzo szerokim pojęciem. Nie trzeba mieć wyłącznie kompetencji developerskich czy technicznych, aby realizować się w IT. Bardzo dużo liderek, które dziś zarządzają obszarami technicznymi w fundamencie swojego wykształcenia nie ma studiów technicznych, a ich droga potoczyła się tak, że obrały ten kierunek, związały się z firmami technologicznymi.
W samym IT, jest wiele obszarów, które nie wymagają przygotowania stricte technicznego jak choćby role Product Ownera / Product Managera, Scrum Mastera, UX/UI Designera, testera, a teraz nawet Prompt Engineera. Są to w dużej mierze obszary wymagające połącznia wielu różnych kompetencji, nie tylko technicznych, ale przede wszystkim kreatywności, ciekawości, umiejętności współpracy, zrozumienia potrzeb użytkownika, w których można się wspaniale odnaleźć i stać się częścią branży nowych technologii. Nawet praca w HR, w organizacjach technologicznych wygląda zupełnie inaczej i staje się poniekąd pracą w obszarze technologicznym, bo potrzebne są w niej specyficzne kompetencje i wiedza.
Warto szukać swojego miejsca i wykorzystywać potencjał swoich możliwości. Na każdym etapie życia zawodowego, choćby wiązało się to z koniecznością zmian.
Jakie cechy wskazałabyś za kluczowe dla liderek w IT?
Przede wszystkim pewność siebie i umiejętność dostosowania się. Lider musi być autentyczny w każdym momencie. Trzeba natomiast umieć tę autentyczność odpowiednio skierować i umiejętnie jej używać, dopasowując ją do konkretnych sytuacji. Umiejętność meandrowania z zachowaniem własnej autentyczności to cecha, którą lider na wyższym stanowisku musi posiadać.
Kluczowa jest także umiejętność uczenia się. Świat oparty o technologie pędzi do przodu. Warto nie zostawać w tyle. Dodatkowo technologia, czy produkty cyfrowe pojawiają się w zasadzie we wszystkich dziedzinach naszego życia, więc to nie detaliczna wiedza technologiczna staje się przewagą na rynku pracy, ale umiejętność jej wykorzystania w odniesieniu do różnych branż i potrzeb biznesowych. Technologia nie jest centrum kosztów, technologia jest enablerem biznesu, niezależnie w jakiej domenie się obracamy. I im bliżej tego biznesu jesteśmy, tym dla nas kobiet lepiej, bo mamy naturalne umiejętności społeczne, pozwalające nam budować relacje, jasno się komunikować, rozumieć potrzeby naszych klientów, świetnie się odnajdujemy na styku technologii i biznesu. Korzystajmy z tego.
Dodatkowo, dołożyłabym do tego wiarę we własne możliwości i pewność siebie, których budowanie przychodzi nam znacznie trudniej niż mężczyznom, a do pracy na wyższych stanowiskach pozostają niezbędne, ale o tym już mówiłam 🙂
Czy spotkałaś na swojej drodze mentorkę / mentora, którzy w jakiś sposób wpłynęli na Twoją karierę?
Tak. Bardzo miło wspominam mojego kierownika z czasów, kiedy pracowałam w Erze, Rajmunda Zielińskiego. Dzięki niemu „nauczyłam się” polityki otwartych drzwi. Współpraca z nim dawała mi poczucie, że ktoś wyżej zaszeregowany w hierarchii realnie interesuje się pracownikami niższego szczebla. Miałam też szczęście pracować z otwartymi, wspierającymi kolegami, którzy dostrzegali mój potencjał.
Muszę też wspomnieć o Agnieszce Rynkowskiej, z którą odbyłam kilka sesji mentoringowych, kiedy pracowałam w T-Mobile. Mimo że różnimy się w wielu aspektach odnośnie podejścia do życia i budowania kariery, każdą jej radę mam z tyłu głowy i przywołuję w określonych momentach. Cenię sobie bardzo te kilka spotkań.
Jestem wielką zwolenniczką zbierania feedbacku. Niesie on dla mnie dwie korzyści – dzięki pozytywnemu feedbackowi wzmacniamy swoje poczucie wartości, dzięki konstruktywnemu, mamy okazję do rozwoju. Każda informacja zwrotna skłania mnie do refleksji nad samą sobą, do zastanowienia się, czy informacja, którą otrzymałam wynika z mojego świadomego postępowania, czy chcę to postępowanie wzmacniać, a może jestem go nieświadoma i powinnam nad pewnymi aspektami popracować już świadomie. Bardzo często niesiemy w świat nasze intencje, które są odbierane i interpretowane w zupełnie odmienny sposób niż zakładaliśmy. Feedback to doskonałe narzędzie, aby zobaczyć siebie oczami innych.
Poza tym przyglądam się liderkom, członkiniom zarządów, bo to są osoby od których warto czerpać, warto obserwować kierunek jaki obierają i po prostu – inspirować się.
Czy jest coś, co pozwala Ci zwolnić od zgiełku życia zawodowego?
Uwielbiam przyrodę, w ostatnich latach góry, choć kiedyś to morze było moją ucieczką. Kilka lat temu, dzięki mojemu partnerowi, zaczęłam jeździć na rowerze w sposób mniej konwencjonalny, wybieramy górskie ścieżki, które dostarczają adrenaliny, a chwila nieuwagi może skutkować dotkliwymi obrażeniami. Pozwala to doskonale oczyścić głowę, bo bez 100% skupienia łatwo o wypadek.
Trzy książki Twojego życia
Zawodowo wskazałabym „The Phoenix Project” i „The Unicorn Project” Gene Kim. To fabularyzowane książki o korporacjach i IT. Można w nich odnaleźć kawałek swojego życia zawodowego, z zaskoczeniem odkryć, że inni mają tak samo (albo bardzo podobnie), przejrzeć się w lustrze, może nawet zainspirować.
Ponad to na pewno „Chłopki” J. Kuciel- Frydryszak – to wspaniała podróż do naszych korzeni i niezwykły obraz kobiet, ich zmagań z życiem, którego my współcześnie często nie jesteśmy w stanie sobie wyobrazić, choć w zasadzie dotykało to naszych babć i działo się stosunkowo niedawno.
I na koniec „The Culture Map” Meyer Erin – to pozycja, którą gorąco polecam każdemu, kto rozważa pracę w międzynarodowym środowisku. Książka doskonale ukazuje, jak różnorodne są nasze kultury oraz otoczenie, z którego się wywodzimy. Te różnice definiują nasze zachowania, sposób przyjmowania informacji zwrotnej, podejmowania decyzji, a także budowania relacji. Dzięki tej lekturze można uniknąć wielu błędów w komunikacji i współpracy z osobami z innych krajów. Gdybym poznała tę książkę wcześniej, uniknęłabym wielu frustrujących momentów.
Gościni: Katarzyna Karpińska, Technology & Product Director, Ringier Axel Springer Tech
Prowadząca: Izabela Siekierska, HR&EB Project Coordinator, Recbold & Recbot